No. Koniec już. Wyruszam.
Miałem coś więcej pisać, ale nie umiem. Nie chcę. Trudno jest.
Jutro już mnie tu nie będzie. Jadę oprzeć się kłamliwemu blichtrowi stolicy.
Ale...wy. Pamiętajcie tam o mnie jeszcze...kiedyś wrócę mam nadzieję.
Nie zapominajcie...
do widzenia Kraków.
Jest taki stereotyp.
Młodzież w wieku wiadomym MUSI prowadzić w pewnych momentach szaleńczego, nastoletniego życia bunt przeciwko rodzicom. Musi.
Nienawidzę stereotypów, nienawidzę postępować tak, jak mówi większość, tak jak wypada w danym wieku. Dlatego broniłem się przed powyższym rękami i nogami, wmawiałem sobie, że są to gadki psychologów i innych odpowiednich osób, nie chciałem.
Ale inaczej się nie da. Po prostu nie ma możliwości, żeby skutecznie dogadać się z moimi rodzicami. Próbowałem wszystkie sposoby, wszelkie taktyki, różne podejścia...ale nic. Nie potrafię. Poddałem się.
Nie znaczy to że zrobię się hipisem lub innym punkiem, nie znaczy to że wsiąde w pierwszy lepszy pociąg do Szczecina i ze 100 zł w kieszeni przemarnuje jakiś tydzień aby napędzić paniki rodzicom ani nie znaczy to że odwalę podobną w celu i skutkach akcję. Raczej.
Ale bunt musi być.
A jak.
Dlatego...Viva Norwegia !
Kara jakaś na mnie spada? Za co? Aż takim złym człowiekiem jestem?
Za to, że znalazłem przyjaciela, za to że odnalazłem wielu wspaniałych znajomych przez ostatnie parę lat, za to że się zadomowiłem w tym mieście, za to że czuje się nieograniczony i pełen życia w Krakowie?
W momencie, w którym jestem szczęśliwy, z tego, kim jestem, musze się wyprowadzać…
Czy ja muszę być takim włóczykijem jebanym? Podstawówka…no przecież tylko pierwszą klasę skończyłem, i już musiałem się przeprowadzać do innego miasta. Ale wtedy byłem nieuświadomionym gnojem z power rangersem w ręku, więc to pokonałem bezproblemowo.
Skończyłem nową podstawówkę, ale oczywiście musiałem się przenosić w inne miejsce miasta, więc dalsze kontynuowanie życia szkolnego z naprawdę dobrymi kumplami z podstawówki nie było mi dane.
Okej, gimnazjum. Nikogo nie znam, spoko. Nie było tak źle, zaraz się poznało meneli ruczajowskich, to jakoś się przeżyło, coś tam zostało.
No ale liceum też nowe, dwie osoby znajome i reszta anonimy do poznania.
Ktoś może powiedzieć…”Pierdolisz, przecież poznajesz tylu nowych ludzi i w ogóle?”
No i chuj! Jak ja nie chcę? Mi wystarczą ci, co są…nie potrzebuję nowych warszawskich kumpli, nie potrzebuję nowych warszawskich koleżanek. Po co mi ?
No ale cóż, pociąg jedzie dalej i każe odjeżdżać z tej stacji. Tam w górę. Podobno w „lepsze” życie.
Chrzanie takie życie.
No i mnie coś złapało.
Oschły, chłodny, pretensjonalny się stałem. Sam nie wiem dlaczego, i to akurat teraz. W takim momencie. Chwila "nic" a tak naprawdę chwila "wszystko".
Objawia się to dziwną skłonnością wkurwiania się na wszystko co się porusza, nieważne czy to coś się darzy sympatią czy nie.
I tak...wkurwia mnie jeden z lepszych kumpli, który przedtem mnie śmieszył, a teraz wydaje sie żałosny. Nie wiem...nie trawie w tym momencie, irytuje mnie straszliwie. Bo tak.
I tak...wkurwia mnie koleżanka z klasy, która była dobrą koleżanką przez 8 miesiecy, a teraz, mówiąc kolokwialnie, zwisa mi. Zachowuje się infantylnie, jej głos doprowadza mnie do szału, jest śmieszna i dziwnie pokręcona w mym wyobrażeniu świata.
I tak...wkurwia mnie kumpel, bo jest flegmatykiem, ignorantem i pierdolonym pozerem, myśli że jest pępkiem świata, a tak naprawdę jest pępkiem swojej dupy (w założeniu, że dupa ma pępek)
Co jest? Wiosna tak działa...? Co?
Czasem to juz jest skrajnie ekstremalnie, wkurwia mnie wszystko co jest na mojej drodze, czasem mam ochotę powiedzieć typowi w autobusie, że jest wiejskim jebaką, mówiąc co trzecie słowo mocno zaakcentowane "CZŁOWIEKUUUU", albo mojej matematyczce wypalić, żeby sobie depilator kupiła.
Wrednieje.
No coż...trudnym charakterem mnie obdarzyli.
A poza tym wszystko okej :)
Ha ! Smerfy dziś oglądałem, cóż za laaaans ;)
W dzisiejszym odcinku smerf Marco, który zajmuje się przyprawami, został porwany przez Piratów (władcy siedmiu mórz). Marco miał przywieźć pieprz łasuchowi, bo on nie miał czym przyprawić zupy dla całej smerfnej krainy ;(
Przerażeni zbyt długą nieobecnością Marco, Papa Smerf zadecydował wysłać ekspedycję mającą na celu odbicie przyprawowego brata z rąk nieprzyjaciół. Ekipa w składzie Papa, Pracuś, Ważniak i Smerfetka (fajna dupa) wyruszyła na tratwie w nieznane. Jak zwykle latwo nie było, ale wszystko skończyło się dobrze i Marco został uratowany.
Jednak nie wszyscy byli szczęśliwi...Pracuś zakochał się w Syrence, jednak Syrenka powiedziała mu, że nie może z nim być, bo jest Syrenką, a on Smerfem.
Cóż za dyskryminacja !
Marco miał głos jak Ivan (ten od jej pieknych czarnych piersi) a Ważniak gadał zupełnie jak Kaczor Duffy
Kto zrobił Smerfetce Smerfiki (4 dzieciaki pałetające się po wiosce) ?
Ważniak, Osiłek, Pracuś...a może Gargamel? Rysiek mówi że Klakier... taka fajna dupa i z kotem ? Pojeeebaaany !
Łasucha i Marzyciela wyłączam z podejrzeń, bo to geje.
Aj.
Kłapołuchy, czy to prawda że Kubuś opuszcza Stumilowy Las? - zapytał nagle Prosiaczek.
Tak Prosiaczku, to prawda - odparł spokojnie Kłapołuchy.
Ale..dlaczego? Myślisz że Kubuś nas nie lubi i ma już wszystkiego dość? - kontynuował dalej Prosiaczek.
Wypluj te słowa Prosiaczku. Kubuś nas opuszcza, bo tak kazała mu Mama-Kangurzyca, on naprawdę nie ma innego wyjścia - oburzył się dostojny osioł.
Czyli on nas nadal lubi? - dopytywał się Prosiaczek.
Tak, i to bardzo, nawet nie wiesz jak mu jest przykro że już go z nami nie bedzie - powiedzial ze smutkiem Kłapołuchy.
Ale...Kłapołuszku, jak on tam poradzi sobie bez garneczków miodu? - zapytał po chwili Prosiaczek.
Lecz Kłapołuchy milczał.
Miś O Bardzo Małym Rozumku...Wytrzymać...Bez Miodku...Jak?
Można chcieć, można mieć, można myśleć, można marzyć, można śnić, można się zatracać, można pogrążać się w niemożności...można nawet depilować paznokcie żyrafie w gdańskim zoo. Ale można...i nie można. Tak lub nie. Ulatuje, chwieje sie, jest nie stałe. To można.
Jedno słowo. BYĆ. Być dobrym albo złym. Być miłym albo nie bardzo. Być gwiazdą albo być ukryty. Być nieśmiałym lub być otwartym na świat.
Być sobą.